Szansa, aby kibice mieli na skoczni jeszcze lepszą zabawę

Po skomplikowanych zmianach dotyczących oceniania, skoki stały się nieczytelne. Dodawanie i odejmowanie punktów za tzw. współczynnik wiatru do dzisiaj dla wielu pozostaje zagadką. Gdy ogląda się konkurs przed telewizorem zazwyczaj można zobaczyć linię, która wyznacza granicę, do której musi dolecieć zawodnik, aby objąć prowadzenie. Jednak stojąc pod skocznią, praktycznie nie ma szans, by ocenić, jakiej odległości potrzebuje aktualnie startujący. Teraz może się to zmienić.

Zmiany w punktowaniu wprowadzono, aby zniwelować rzekomą niesprawiedliwość, która pojawiała się w czasie konkursów. Zdarzało się, że zawody wygrywali skoczkowie, którym najzwyczajniej w świecie mocno powiało pod narty. Ci w najlepszej formie przegrywali, bo mieli niekorzystne warunki.

Na skoczniach umieszczono zatem czujniki wiatru. W zawoalowany sposób na ich podstawie oblicza się „współczynnik”, który daje bądź obiera punkty skoczkom. Nie raz zdarzało się, że nawet bliski skok kończył się wysoką lokatą. A to dlatego, że zawodnik otrzymywał na przykład 20 bonusowych punktów. Innym razem było odwrotnie. Niektórzy, z naszym skoczkiem wszech czasów Adamem Małyszem, zwłaszcza na początku byli przeciwni temu systemowi. – W tym sporcie potrzebne jest też szczęście, a dobry wiatr może być jednym z jego elementów – mówił „Orzeł z Wisły”.

Podczas konkursów zdezorientowani widzowie na trybunach często kompletnie nie wiedzieli, czy dany skok tak naprawdę był dobry i da wysokie miejsce, czy może zepchnie zawodnika na gorszą lokatę. Kiedyś wszystko było o wiele bardziej przejrzyste. Najogólniej mówiąc: kto poleci najdalej – ten wygra.

W końcu z wagi problemu zdał sobie sprawę dyrektor Pucharu Świata Walter Hofer. Latem powstał pomysł, aby także fani na trybunach stadionu mieli możliwość zobaczenia linii wyznaczającej cel skoczka.

Teraz sprawą zajmują się technicy. Na razie nie wiadomo, w jaki sposób linia ma być „rzucana” na zeskok. Prawdopodobnie będzie to jakaś forma hologramu, bądź wiązki światła, taka funkcjonuje w rzutnikach. Raczej kąt zeskoku uniemożliwi to, aby nadlatujący zawodnicy mogli widzieć linię.

- Jeszcze to przygotowujemy. Będzie to coś podobnego do tego, co oglądamy w telewizji. Teraz także publiczność dostanie szansę zobaczenia podobnej linii. Ma być ona rzucana na śnieg. W tej chwili nie wiadomo, czy będzie jeszcze widoczna dla skoczków, ale wyrazili oni zainteresowanie tym pomysłem – mówi Hofer, który jest już w Klingenthal, gdzie w piątek rozpoczyna się pierwszy weekend z Pucharem Świata w tym sezonie.

Do wszystkich zmian potrzebna jest jeszcze zgoda władz FIS.
Transmisje przez cały weekend w Eurosporcie. Zapraszam.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.