Piłkarze powinni uczyć się od naszych skoczków

Praktycznie przez całe ostatnie 12 miesięcy jeździłem na mecze piłkarskiej reprezentacji Polski. Byłem także wiele razy na konkursach z kadrą skoczków narciarskich. Pierwszy sport jest najbardziej popularny w naszym kraju w skali roku, a drugi króluje od początku sukcesów Adama Małysza zimą. Wydaje się zatem, że skoczkowie powinni być tak zakochani w sobie jak piłkarze. Tak jednak nie jest i bardzo dobrze.

W tym sezonie miałem już okazję pracować przy kadrze Łukasza Kruczka w niemieckim Klingenthal, a potem w Lillehammer w Norwegii. Dwa razy to była niesamowita przyjemność.

Najpierw pod koniec listopada w Saksonii przeżyłem ciekawe trzy dni, podczas których skoków wprawdzie wiele nie było, ale przyszedł niespodziewany sukces Krzysztofa Bieguna. Innym zawodnikom w większości poszło też dobrze i nic dziwnego, że nie mieli najmniejszych oporów, aby dzielić się wrażeniami z nielicznymi dziennikarzami z Polski.

Lider naszej drużyny, a więc Kamil Stoch spisał się jednak poniżej oczekiwań. Nie zajął punktowanego miejsca, ale nie miał problemów, żeby potem na spokojnie porozmawiać. Nie uciekał, jak mają to w zwyczaju piłkarze po przegranych czy gorszych spotkaniach. Zdecydowanie odpowiadał na pytania i nie krzywił się nawet na te nieco trudniejsze. Prawdziwy profesjonalista.

W Lillehammer było podobnie. Stoch zawsze miał czas, a przecież znowu ten weekend nie był dla niego udany. Można odnieść wrażenie, że wszyscy skoczkowie dobrze rozumieją, że ich pracą jest nie tylko dobry występ, ale także odpowiedzenie na pytania, nawet jeśli muszą to robić po raz setny. To w pewnym sensie także jest część ich pracy i oni to wiedzą. To jednak nie wszystko.

W Niemczech i Norwegii udawało mi się przedostawać w miejsca, gdzie skoczkowie przygotowują się do zawodów. Miałem zatem szansę, aby z bardzo bliska zobaczyć, jak znakomita atmosfera panuje w zespole. Można by powiedzieć, że określa ją wyświechtane motto „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Tak jednak jest naprawdę. Tam każdy wspiera każdego. Nie ma zawiści czy spoglądania wilkiem na kolegę z zespołu. Za świetną atmosferę odpowiada w dużej mierze trener Łukasz Kruczek. Kiedyś bardzo nie podobało mi się to, że zawodnicy zwracają się do niego po imieniu. Sądziłem, że tak nie powinno być. W końcu to selekcjoner drużyny, której występ ogląda regularnie kilka milionów widzów. Teraz jednak widzę, że taki układ też ma plusy. Kruczek stał się dla wielu z zawodników nie tylko szkoleniowcem, ale także przyjacielem i człowiekiem, któremu można ufać. Może nie traktują go jak ojca, ale na pewno jak starszego brata.

Praca przy okazji reprezentacji piłkarzy to zdecydowanie trudniejsze zadanie i ze względu na braku sukcesów zdecydowanie mniej wdzięczne. Większość naszych zawodników, którzy na dodatek nie stanowią monolitu jako drużyna, po słabym występie woli uciekać bokiem albo udawać, że rozmawia na strasznie ważny temat przez telefon. Kpiną było ich zachowanie po porażce na Wembley w październiku.

Piłkarze najpierw przez „trzy godziny” kąpali się i przebierali w szatni, by potem wyjść z niej wielką grupą. To często stosowany zabieg, gdy nie chce się stanąć przed obiektywami kamer czy dyktafonami. Na dodatek w większości wyglądali jak ludzie, którzy za chwilę pójdą na imprezę do remizy, a nie są polską drużyną narodową. Anglicy w eleganckich garniturach długo rozmawiali ze wszystkimi dziennikarzami, a „wystrojeni” Polacy prezentowali się wręcz groteskowo. Później tłumaczono nam, że przecież „zgrupowanie się skończyło i nasi zawodnicy musieli zdać reprezentacyjne stroje”. Tylko kilku z naszych, w tym kapitan Błaszczykowski, Szczęsny czy Lewandowski z godnością odpowiadało na pytania. Reszta uciekła.

Ktoś powie, że to trochę inny rozmiar kapelusza. Że piłkarze są bardziej znani, mają więcej pieniędzy i wolno im zdecydowanie więcej. Tylko, że wśród naszych kopaczy próżno szukać mistrza świata. Ot, taka różnica.

15 Komentarze

  1. W pełni zgadzam się z felietonem. Mamy w skokach prawdziwą, profesjonalną i rozwojową drużynę z młodym trenerem, któremu jednak nie brak odwagi i doświadczenia. Wszystko wygląda profesjonalnie. Zawodnicy są bardzo świadomi. Mają za sobą dobrze skonstruowany sztab, który świetnie się spisuje. Ogromnie cieszy mnie postawa Stocha, który nie ucieka, a dzieli się swoimi przemyślanami, jasno mówi, co jest nie tak i dlaczego nie osiąga jeszcze dobrych wyników. Piłkarze rzeczywiście mogą brać przykład. Z mojego krótkiego dziennikarskiego kontaktu ze Stochem, również mam pozytywne wspomnienia. Bardzo rzeczowy człowiek, który wie na jakim miejscu się znajduje i jest świadomy, czego się od niego wymaga, a przy tym jest miły i nie stroni od kontaktu, nawet z początkującymi dziennikarzami. :)

  2. tak … a malarze pokojowi powinni uczyc sie od poloznych.

    zrobil pan w tym tekscie wielkich szlachetnych skoczkow i nedznych przegranych pilkarzy. na pewno w ta druga to jest przesada

    oczywiscie skoczkowie tworza swietna druzyne Kruczek jest znakomitym szkoleniowcem ale to jest grupa ktora niemal caly rok spedza razem a kadrowicze moze kilka tygodni, z reszta jakie to ma przelozenie (w przypadku skoczkow) na kontakty z mediami? mysle ze moze i tak samo maja dziennikarzy gdzies jak pilkarze ale nie maja zupelnie powodu uciekac od nich bo wiedza co robia jaki maja cel i jaka prowadzi do niego droga, latwiej im sie tlumaczyc bo maja argumenty i na pewno bardziej sie znaja na skokach niz dziennikarze ich pytajacy, pilkarze juz nie moga byc tacy pewni ze lepiej sie na swoim fachu znaja niz ci co ich oceniaja …

    a na miejscu pilkarzy tez bym unikal wywiadu po porazce bo nielatwo wtedy odpowiadac na sztampowe pytania, komentowac postawione tezy badz opowiadac przebieg spotkania skoro wszyscy widzieli mecz

  3. Brednie. Gdyby skokami sie ktokolwiek interesowal to tez w tym sporcie bylibysmy zerami. Kasa ma tu znaczenie, jakby koncerny wpompowaly kase to w skokach tez bylibysmy na koncu. Przypomne casus Małysza – zaczal wygrywac jak przez PRZYPADEK dostal kombinezon od Okabe. Gdyby nie kombinezon Okabe to Adaś by dalej ladowal tak jak ladowal czyli gorzej od Wojciecha Skupienia. Zaprzeczysz? To sa fakty. Kim byl Malysz zanim zalozyl sprzed od japonczyka?

    • Mi się wydaje ze bzdury tutaj piszesz ta twoja wypowiedź jest troszkę nie na miejscu. Rozumiem kasa ma znaczenie ale dla piłkarzy a nie dla skoczków:) A Adaś Małysz miał swój kombinezon a nie od Okabe zastanów się co piszesz. To nasz Adaś dał ten początek skokom

      • No widac ze wiesz tyle co ci onet napisal. I jak mozemy rozmawiac? Nie mozemy, bo twoja wiedza w temacie jest an poziomie ZERO. Zapytaj Malysza, on nie sklamie. Zapytaj od kogo mial kombinezon wtedy kiedy zaczal nagle wygrywac :)

  4. Co to za porównanie… Żeby zostać mistrzem świata w skokach, mistrzem olimpijskim etc. Wystarczą dwa dobre skoki… czasem tylko jeden! Często takim mistrzem zostaje ktoś z przypadku. Już mistrz świata w lotach jest bardziej prestiżowy, bo 4 dobre skoki trzeba oddać, by wygrać. Nie wspominając o tym, że ten sport profesjonalnie, na wysokim poziomie (bo kasę dostają zawodnicy w innych państwach, ale skaczą piach) uprawia mniej niż 15 państw na świecie (USA, Kanada (tylko kobiety), Japonia, Austria, Niemcy, Norwegia, Czechy, Finalndia, Polska (tylko mężczyźni), Słowenia, Rosja, Francja i Włochy ( w tych dwóch ostatnich raczej też tylko kobiety). Widać to po MŚ, gdzie startuje zazwyczaj 12-14 drużyn. Porównywanie to do piłki nożnej, gdzie osiągnąć sukces w obecnych czasach jest nieporównywalnie trudniej, niż np. 30-40 lat temu (gdzie mieliśmy olbrzymią kasę z kopalń etc. i zespoły z górnego i dolnego Śląska siały popłoch w Europie), a to dlatego, że podobnie jak w przypadku Formuły 1, Golfa, nawet Snookera, właśnie w ciągu ostatnich 30-40 lat Piłka stała się mega medialnym sportem, a w mega medialnych sportach mają prawo być potęgami tylko najbogatsze państwa, lub takie z największym potencjałem ludzkim.
    Poza tym pozostaje kwestia postawienia jasno na kilka wybranych dyscyplin i staranie się stania się w nich potęgą. Proszę wymienić sukcesy litewskich szczypiornistów czy hokeistów na trawie, bo jestem pewien, że coś dobrego powie Pan o ich koszykarzach. Proszę o przytoczenie szczególnych osiągnięć węgierskich siatkarzy lub koszykarzy – nie? Ale takich waterpolistów (piłkarzy wodnych) mają jednych z najlepszych na świecie. To samo z islandzkimi szczypiornistami, pakistańskimi hokeistami na trawie, słowackimi hokeistami czy siatkarzami z Kuby. Jeśli się nie postawi w takim kraju jak Polska twardo na 4-5 dyscyplin zespołowych, to w żadnej nie będziemy osiągać sukcesów. Postawiono na siatkówkę i fajnie mamy jedną z najmocniejszych lig na świecie, to samo w ręczną, ale bardziej medialne sporty od nich – koszykówka i piłka niestety są często w czarnej d**e – i nie mówię tu o najwyższych klasach rozgrywek, ale o szkoleniu młodzieży i o działaniu klubów, gdzie taka młodzież mogłaby wchodzić w „dorosłość”.

    • Broń Boże nie chce negować sukcesów naszych skoczków, sam się cieszę z tego, co w tym sporcie się wydarzyło w Polsce w ciągu ostatnich 15 lat. Chodzi mi jedynie o to, ze porównywanie ich sukcesów do niepowodzeń „kopaczy” jest niestosowne, bo tych dwóch dyscyplin, ich prestiżu, potencjału, sposobów przygotowań, sposobów rozgrywek nie da się sensownie porównać.

    • Nie 15 krajów, a ponad 22. Zresztą co za roznica, skoro piłkarzyki przegrywają juz z kazdą inną, profesjonalną reprezentacją jakiegokolwiek kraju?

      • Czytaj ze zrozumieniem. Napisałem, ze „na wysokim poziomie”. Mówiąc o skokach mężczyzn jest jeszcze mniej, bo tutaj liczy się tylko 6 państw – Austria, Niemcy, Norwegia, Słowenia, Japonia i Polska, trochę Finalndia, Rosja, Szwajcaria, Czechy – a reszta jest 100 lat za nimi. Skocznie narciarskie są w wielu krajach świata, nawet w Ameryce Południowej i co z tego, skoro nikt stamtąd nigdzie nie startuje. A w historii mieliśmy reprezentantów z ponad 40 krajów, wliczając w to byłe kraje ZSRR i te, które „wyszły” spod Jugosławii.

  5. piłka nożna to jest lewy biznes lewa inudna gra,nawet nakopaczymówią lewy.ktoś napisał że wskokach wystarczy oddac dwadobre skoki by zo-
    stac mistrzem świata a przecież w piłce wystarczy jeden celny strzał
    by wygrac.ale skoro kopaczom udaje się to raz na 10 meczy to mogą sobie
    pokopac z eskimosami i pigmejami.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.