Po co piszesz o Lewandowskim? To twoja rodzina?

Skoro wszyscy piszą o Robercie Lewandowskim, to ja też postanowiłem. Mam nadzieję, że się nie zanudzicie. Zawodnika Borussii Dortmund poznałem bowiem dużo wcześniej niż większość z Was i dziennikarzy, którzy teraz szeroko wypowiadają się na jego temat. Gdy na początku 2006 roku jego mama Iwona poprosiła działaczy Znicza, aby dali szansę jej synowi, pomagałem pruszkowskiemu klubowi w kontaktach z mediami.

Główny działacz Znicza, a wcześniej prezes Sylwiusz Mucha-Orliński od zawsze był zorientowany we wszystkim, co działo się w piłce na Mazowszu. Znał każdego wyróżniającego się zawodnika nawet z B-klasy. Nic dziwnego, że potem do klubu trafiali ludzie, o których nikt nigdy nie słyszał. Oni jednak potrafili się wypromować. Lewandowskiego zapamiętał z zimowego sparingu Legii II. W 2005 roku w jednym z meczów niespełna 17-letni Robert strzelił pięć goli.

Do Pruszkowa „Bobek” trafił rozbity. Był chłopakiem, któremu w Legii podłożono nogę w bardzo trudnym momencie, a więc gdy nagle zmarł mu ojciec. Szczupły, wątły, skazywany przez lekarzy z Łazienkowskiej prawie na kalectwo, nie miał łatwego początku w Zniczu. Miejsce w składzie przegrywał m.in. ze starszym o trzy lata Bartoszem Wiśniewskim. Potem razem stanowili o sile ataku Znicza.

Dobrze pamiętam 2007 rok i czerwcowy wyjazd do Piotrkowa Trybunalskiego. Ekipa z Pruszkowa zwycięstwem miała przypieczętować awans na zaplecze Ekstraklasy. Drużyna wygrała aż 4:0, a po dwie bramki zdobyli „Wisien” i „Lewy”. Radości i zabawy na murawie nie było końca. Wracaliśmy autokarem klubowym i szkoda, że podróż do Pruszkowa była krótka.To były chwile, które i tak będę pamiętał do końca życia.

Robert zawsze w niesamowicie łatwy sposób dochodził do idealnych sytuacji. Czasami zdarzało mu się jednak strasznie pudłować.

Do dzisiaj mam przed oczami jego szansę ze spotkania w Bielsku-Białej z Podbeskidziem w ostatniej kolejce sezonu 2007/2008. Zniczowi wystarczał remis, aby awansować do Ekstraklasy.

Wszystko jednak było nie tak. Najpierw w szatni zespołu gości coś dziwnie pachniało. Zawodnicy szybko ją opuścili, bo kręciło im się w głowach i zbierało na wymioty. Próbowałem dzwonić do miejscowego sanepidu, ale z racji weekendu był zamknięty. Organizatorzy mówili, że po prostu szatnia została umyta jakimś detergentem. Ponoć taki sam był stosowany w pomieszczeniu gospodarzy, ale tam nic tak nie „pachniało”. Od początku pruszkowscy piłkarze wyglądali na sennych i ociężałych.

Bodajże w siódmej minucie Lewandowski miał kapitalną okazję. Po przepchnięciu dwóch rywali, kopnął minimalnie nad poprzeczką. Znicz ostatecznie przegrał 0:1. Po meczu zawodnicy gości długo siedzieli na murawie i płakali. Robert podszedł do tego spokojnie. Nie płakał. Wiedział, że to dla niego początek wielkiej przygody. Kilkanaście dni później trafił do Lecha. Potem już wszyscy wiedzą, co się stało.

W kwietniu 2007 roku napisałem o nim pochlebny tekst w „Życiu Warszawy”. Wtedy Robert nie miał jeszcze nawet 19 lat i naprawdę niewiele osób o nim słyszało. Koledzy w tej gazecie, a potem w „Polska The Times” śmiali się ze mnie, a szef Robert Zieliński mówił: pozwalamy ci pisać o tym Zniczu, bo jesteś stamtąd.

- W ogóle, to po co takie rzeczy wypisujesz o tym Lewandowskim? On do reprezentacji i Ekstraklasy? Daj spokój. Czy to jest jakaś Twoja rodzina, a może Ci płaci? – pytali kumple z dziennika.

- Nie, po prostu jest dobry i zobaczycie, że będzie grał w kadrze i zrobi wielką karierę.

- Jasne, jasne. Pełno było taki zawodników, a potem jak skończyli – udowadniali mi.

Później oczywiście, gdy Robert poszedł do Lecha wszyscy od razu poznali się na jego talencie. Każdy z ekspertów wiedział, że „on będzie taki dobry”. Fajnie. Szkoda tylko, że zapominali jednocześnie dodać, że do Pruszkowa przyjechać im się wtedy nie chciało. No, bo przecież trzecia liga, potem druga i to jeszcze aż 15 kilometrów od centrum Warszawy.

Ktoś się zapyta i co z tego, że pisałem o Lewandowskim teksty, gdy prawie nikt go nie znał? Co ja z tego mam? Mam bardzo dużo: wewnętrzną satysfakcję. A tego nikt mi nie zabierze.

Fot: Piotr Srogosz

21 Komentarze

  1. Świetny post! Widzę tu pewne pewne podobieństwa do dziennikarza onetu Tomasza Kalemby, ale w każdym razie tak trzymać!

  2. Bardzo mi się podoba to co napisałeś. Nigdy nie zwracaj uwagi na frajerów i pisz / rób swoje. Taka satysfakcja po kilku latach jest czymś bardzo przyjemnym, pomimo że materialnie nic z tego nie masz. Tak trzymaj.

  3. Cześć,

    Ja mam pytanie czy Robert rzeczywiście był dużo lepszy od innych chłopaków w Zniczu ? Czy może po prostu miał szczęście, znajomości ? Pytam z ciekawości ponieważ np. w przypadku Kuby Błaszczykowskiego gdyby nie jego wujek to pewnie dalej kopałby gdzieś w 4 lidze…

  4. ciekawe, że nie napisałeś kto był trenerem i może akurat niektórym nie pasowało żeby ktoś awansował…….pozdrawiam

    • Stary wtedy pol Pruszkowa gralo u bukow ze nie awansujemy, mielismy wtedy jeden z najmniejszych budzetow w 2 lidze, gdzie nam bylo do ekstraklasy? Panie redaktorze litosci, skoro byles z druzyna to dobrze wiesz, ze ostatnie 4 kolejki to byla walka o Utrzymanie 2 ligi bo na Ekstraklase nie bylo nas stac i nie dostali bysmy licencji!

      • Dokładnie – tak było, mały klub otarł się o Ekstraklasę a tu ani stadionu nie ma ani możliwości rozbudowy.
        Bo sportowe to Znicz miał zawsze – począwszy od hokeja przez kosza a skończywszy na gale :)

  5. Delta Warszawa ; dlaczego nikt nie pisze , że Robert pod okiem Pana Mazurka jako 15-latek robił wspaniałe postępy w Delcie (liga okręgowa). Jeżdziłem rowerkiem na te mecze, tylko dlatego że już wtedy Go podziwiałem. jako talent. Wcześniej jako młode talenty obserwowałem; Janusza Kupcewicza oraz Darka Dziekanowkiego. Niestety obaj grali trochę w innych czasach.

    • dokładnie…Mazurek w delcie miał oko do chlopaków….czy on wtedy w Legii sprawował jakąś funkcję?:P

  6. chyba piszącego ciut poniosło… jak robert gral w 2 lidze, to bylo o nim glosno (zanim poszedl do lecha, jak to napisal autor). Walil bramy w bodajze 17 meczach z rzedu. pamietam jak przyjechali do wroclawia na mecz ze Slaskiem. znicz wywiozl 3:1, robert ustrzelil 2 bramy, a 7tys ludzi przecieralo oczy ze zdziwienia, jak 17 latek przestawial wszystkich jak chcial. Juz wtedy gadalismy, ze niezly kozak nam rosnie i ciekawe, kto z wielkich go zobaczy i „wciagnie”. oczywiscie po tranferze do amici zaczeto pisac o nim duzo duzo wiecej, ale twierdzenie, ze NIKT sie nim nie interesowal itd, to zwykle bzdury.

    • Czytaj uważnie:) napisałem, że nie interesowano się na początku 2007. Wtedy to była trzecia liga. A mecz na Śląsku? nawet niedawno oglądałem skrót. Pozdrawiam

  7. Kiedy w 1979 Borussia Mochnengladbach zabrała z FC Herzogenaurach Lothara Matheusa, to kibice tej małomiasteczkowej drużyny nie mogli się nadziwić dlaczego to właśnie jego kupiono, a nie kogoś z trzech ich zdaniem lepszych piłkarzy. Po paru latach Lothar należał do najlepszych na świecie. Teraz odwrotny przykład: Nasz bramkarz Aleksander Famuła przez całe lata powodował, że Oliver Kahn siedział w FC Karlsruhe na ławce rezerwowych. Kahn, później jeden z najlepszych bramkarzy świata, był niezauważony przez fachowców. Wszędzie fachowcy mają swoje wpadki. W sumie Robert Lewandowski nie może narzekać, jego kariera przebiega bardzo prawidłowo…

  8. A ilui takich i podobnych Lewandowskich gra w polskich ligach podwórkowych nieraz tylko dlatego, że dziennikarzom albo działaczom piłki nożnej nie chce sie wyściubiać nosa poza „metropolie” ?

  9. Przeczytałem i ….dla mnie Lewy to nadal dobrej i solidnej klasy napastnik …europejski. Jego gra opiera się na korzystaniu z solidnej linii pomocy. Oglądałem wiele, wiele meczów z Lewym i nie jest to zawodnik choćby zbliżony umiejętnościami do Bońka, Szarmacha czy Laty o Robercie Gadosze (Gadocha) nie wspomnę czy o Włodku Lubańskim. To byli snajperzy, dosłownie snajperzy. Każdy z nich wliczając w to pomocnika Kazia Deynę potrafił w pojedynkę wygrać mecz nie potrzebując dokładnych, wymierzonych podań i 10 sytuacji by strzelić choć jednego gola. Lewandowski jest bardzo schematyczny i po pewnym czasie aż przewidywalny. Średni sprint oraz dobra wytrzymałość, ogólna średnia skuteczność zmusza do liczenia na pomoc partnerów. Sam jest łatwy do skutecznego krycia.

  10. Gratuluje ze miales nosa i poznales sie na talencie Roberta.To swietny chlopak nie tylko na boisku.Gralem podobnie jak Robert[tylko nie tak twardo].Martwie sie tylko o te jego spiecia z obroncami[kopia go bezlitosnie].Te urazy dadza znac wkrotce oby nie zaszkodzily jego karierze.Z powazaniem dla autora blogu

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.