Nie mieli siły, sztab trenerski tego nie widział?

c8e945ef20b45fbec491fb8bba703004- Podobał ci się mecz? – zapytała mnie pani w recepcji hotelu w Dublinie w poniedziałek rano. – Nie, bo straciliśmy gola w doliczonym czasie gry. OK, nie zasłużyliśmy na zwycięstwo, ale w piłce nożnej nie zawsze wygrywa lepszy – odpowiedziałem zdenerwowany. Nie chcę być złym prorokiem, ale boję się, że strata dwóch punktów w Irlandii może mieć brzemienne skutki dla naszego być albo nie być w mistrzostwach Europy.

Przed niedzielnym spotkaniem wydawało się, że remis będzie dobrym wynikiem. Bo trudny teren, bo waleczni gospodarze, bo słynny Robbie Keanie w ataku. Dla mnie to było jednak tylko mydlenie oczu. Dlaczego mielibyśmy się cieszyć z podziału punktów? Na dodatek, od momentu przyjazdu do Dublina praktycznie każdy napotkany Irlandczyk mówił, że jego drużyna ma małe szanse na dobry wynik. Wszyscy w pamięci mieli bowiem jeszcze listopadowe spotkanie na wyjeździe ze Szkocją. Podopieczni Martina O’Neilla zagrali naprawdę słabo, ale dość szczęśliwie przegrali tylko 0:1.

Tymczasem Polacy pokrzepieni przekonującą wygraną w Tbilisi nad Gruzją czuli się pewni siebie. Trener Nawałka chwalił niezwykle profesjonalne podejście całej drużyny i podkreślał rosnącą wiarę we własne siły. Niestety, na boisku nie było tego specjalnie widać. I naprawdę nadal trudno zrozumieć, czemu tak się stało. Od drużyny, która wygrywa z Niemcami oczekuje się zdecydowanie więcej niż dwa celne strzały, w tym tak naprawdę jeden dobry po którym Sławomir Peszko strzelił gola.

Biało-czerwoni w drugiej połowie słabo wyglądali pod względem fizycznym. Widać to było bardzo wyraźnie. Gospodarze zdominowali ich całkowicie. Wiadomo, że podczas tygodnia zgrupowania nie jest możliwe diametralne poprawienie kondycji poszczególnych zawodników, ale odniosłem wrażenie, że jesienią wyglądało to zdecydowanie lepiej. Być może podczas przerwy zimowej nie wszyscy podeszli do treningów tak, jak powinni. To jednak nie jest wina Nawałki.

W jego sztabie jest osoba, która musi to wszystko kontrolować. To Remigiusz Rzepka. Trener od przygotowania fizycznego, który był także w grupie Franciszka Smudy. To on odpowiadał za kondycję zawodników przed Euro 2012. Piłkarze narzekali, że zajęcia są zbyt mocne i brakuje im świeżości. Potem widać było efekt w czasie mistrzostw. Pojawiały się zarzuty, że „drużyna została zajechana” w czasie intensywnych treningów. Rzepka odpierał te oskarżenia. W nowej kadrze, którą prowadził Waldemar Fornalik specjalisty od przygotowania motorycznego jednak nie było. Wrócił jednak razem z przyjściem Nawałki.

Zakładając, że Polacy jednak awansują do mistrzostw Europy we Francji już zaczynam się martwić o formę fizyczną drużyny. Zawodnicy na obozie przygotowawczym ponownie pojawią się zmęczeni po sezonie klubowym. Jeśli znowu zostanie im zafundowana taka dawka obciążeń, to jeszcze raz może być nieciekawie. To jednak oczywiście jeszcze melodia przyszłości, bo najpierw trzeba się na czempionat zakwalifikować. A teraz nieco to się skomplikowało.

W niedzielę można było zdobyć trzy punkty i wtedy mielibyśmy już autostradę do Francji. Nadal nie mogę zrozumieć, jak Nawałka i wspomniany Rzepka nie dostrzegli, że kilku naszych zawodników wyraźnie nie ma już siły. Selekcjoner Irlandczyków dokonał roszad, które zmieniły obraz meczu. Nasz trener wyraźnie grał na wynik.
Praktycznie do ostatnich minut nie decydował się na wpuszczenie zmienników. Myślał, że uda się dowieźć 1:0 do samego końca.

Przeliczył się i oby to nie zemściło się w ostatecznych rozstrzygnięciach grupy D. Mamy teraz 11 punktów, a do końca pozostało pięć kolejek. Trudno będzie w nich zdobyć więcej niż dziewięć „oczek”. O wszystkim może zadecydować ostatni mecz z Irlandią 11 października. Oby wtedy te dwa zostawione w Dublinie punkty nie odbiły się czkawką.

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.